Tryb buntowniczy – włączony

Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy, a wtedy zaczyna się właśnie… bunt 2-latka. Co prawda, przechodzę przez to po raz drugi, aczkolwiek nie wiem czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję.

Obrazony-chlopiec-przykryty-poduszkami

A było tak pięknie…

No właśnie. Do pewnego czasu moje najmłodsze dziecko było bardzo ułożone, jedynie czasami miało gorszy dzień, płakało i marudziło. Zdarzało się to naprawdę rzadko, więc pomyślałam, że być może okres buntowniczy w jego przypadku będzie o wiele lżejszy niż ten Zuzki. Jak się później okazało – pomyliłam się i dałam zwieźć pozorom. Muszę przyznać, że mój syn zmienił się w zasadzie z dnia na dzień, co w porównaniu do Zuzy było czymś zupełnie innym. Od samego urodzenia potrafiła pokazać swój charakterek, aczkolwiek nigdy nie dochodziło do większych starć pomiędzy nami, ponieważ ostatecznie ulegała i nie kłóciła się dłużej. Natomiast Kuba nagle całkowicie zmienił swoje postępowanie i zachowanie wobec nas, a czasami także Zuzi. Spory problem zaczął się, gdy nauczył się chodzić i zaglądać w każdy kąt domu. Wtenczas dbałam o to, aby żaden niebezpieczny przedmiot nie znalazł się w zasięgu jego ręki, chociaż to wcale nie pomagało. Zrzucał dosłownie wszystko, co tylko leżało na stole, łapiąc za obrus albo wszędzie rzucał swoimi zabawkami. Tego typu akcja zaczynała się za każdym razem, gdy przychodziła pora jedzenia czy kąpania, a nasz synek nie miał absolutnie na to ochoty. Oczywiście nie działo się tak codziennie, a zależało to przede wszystkim od jego humoru i wyspania. Nie ukrywam, że nadal zdarzają się takie sporne sytuacje, jednak coraz rzadziej. Od pewnego czasu wszystko jakby wróciło do normy, a myślę, że to zasługa nowej zabawki, która zajmuje cały jego czas. Mianowicie niedawno dostał od dziadków samochodzik, do którego sam może wsiąść i poruszać nogami. Okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Kuba całkiem zapomniał o buntowaniu się i skierował całą swoją uwagę właśnie na nowy nabytek.

Co zrobić, żeby nie zwariować?

Nie wątpię, że każda Mama ma swój sposób na rewolucję 2-latka, ale pewnie większość z Was zgodzi się również ze mną. Najważniejsze to: nie dać sobie wejść na głowę! Ta kluczowa zasada powinna dotyczyć nie tylko Ciebie, ale również męża, reszty dzieci i dziadków. Nie jestem pedagogiem, ale jako Matka, wiem jak dzieci mogą wykorzystywać takie chwile słabości u rodziców. Jeżeli następuje taki okres buntowniczy, należy się z tym pogodzić i próbować dotrzeć do swojego dziecka. W żadnym wypadku nie popieram agresji czy jakiejkolwiek formy przemocy, ponieważ to tylko pogorszy sytuację. Również uleganie i podporządkowanie się zachciankom dzieci nie jest dobrym rozwiązaniem, bo w ten sposób pokazujemy im, że ich zachowanie jest odpowiednie i skutkuje realizowaniem każdego życzenia. Warto rozmawiać i tłumaczyć 2-latkom dlaczego ich postępowanie jest złe, a przy tym niezłomnie trzymać się swojego zdania. Naturalnie może się to spotkać z jeszcze większym płaczem, krzykiem i zgrzytaniem zębów, ale inaczej nie nauczymy malucha dyscypliny i konsekwentności. Musisz zwrócić uwagę na każdorazowe naganne zachowanie i to najlepiej od razu, ponieważ zwlekanie i lekceważenie niektórych reakcji może tylko pogorszyć Wasze relacje. Rola Matki nie jest łatwa, ale pocieszmy się, że kolejny bunt nastolatki nastąpi dopiero za kilka lat ?.

polub mnie na facebooku