Raz, dwa, trzy… kroczki

To kolejny wspaniały moment, na który czekają z niecierpliwością wszyscy rodzice. Pierwsze postawione kroki Twojego dziecka to początek nowej wspólnej przygody, gdzie od teraz ono będzie wyznaczać kierunek.

Długie oczekiwania

W moim przypadku czekanie prawie nie miało końca, a zwłaszcza przypadku Zuzy. Miała ponad 2 latka, kiedy nauczyła się chodzić bez naszej pomocy. Wszystko trwało bardzo długo, ponieważ w ogóle nie miała ochoty na naukę chodzenia, a jedynie wskakiwałaby na ręce lub do wózka. Na początku uważaliśmy to za normalne i nie przejmowaliśmy się tym zbytnio, ponieważ wiedzieliśmy, że każde dziecko dorasta na swój własny sposób i w odpowiednim czasie. Jednakże stało się dość uciążliwe, gdy Zuzia nie chciała chodzić sama i uczyć się samodzielności, gdzie jej jedynym wyjściem stawał się płacz i ewentualny krzyk na podłodze. Przyznaję, że zaczęłam się martwić, dlatego postanowiłam zastosować zupełnie inne metody. Po pierwsze każdy jej krok bez łamania się mojej ręki traktowałam jako zabawę i zaczynałam się śmiać oraz wygłupiać. Wówczas zauważając moją reakcję, coraz częściej puszczała mnie i próbowała iść sama jednocześnie się uśmiechając. Po drugie oboje z mężem wszystkie jej upadki staraliśmy się traktować obojętnie lub motywująco, aby za każdym razem próbowała wstawać o własnych siłach i bez marudzenia. Wszystko to na szczęście poskutkowało i udało się jej opanować tę trudną sztukę chodzenia.

Rodzice-z-mala-coreczka

Co myśmy narobili…

Oto nasza pierwsza myśl, gdy nasze dzieci nauczyły się samodzielnie chodzić. Wbrew pozorom okazały się bardzo energiczne i niesamowicie chętne do wędrowania po całym domu, co szczególnie zdziwiło nas w przypadku Zuzki, która w ogóle nie miała wcześniej ochoty na spacerowanie. Natomiast Kuba bardzo szybko starał się sam stawać na własnych nogach i wykonywać gibkie i niepewne kroczki, aczkolwiek przyniosło to zamierzony efekt, ponieważ po skończeniu roczku potrafił już samodzielnie przemierzyć około 2 metrów długości ?. Jak się okazało jedno i drugie dziecko było bardzo niecierpliwie i ciekawskie, dlatego każdy kąt domu musiał być odpowiednio zabezpieczony. Jakiekolwiek przedmioty na stole, blacie czy półkach zostały tymczasowo zlikwidowane, bo nigdy nie było wiadomo, kiedy dziecko je zdejmie lub zrzuci na siebie. To było straszne, gdy wszystko w mieszkaniu stawało się potencjalnym zagrożeniem dla dzieci i z początku starałam się to wszystko chować. Jednak po moich doświadczeniach z Zuzią zdecydowałam się nieco wyluzować i przestać bojaźliwie wychowywać swoje dzieci. Owszem jeśli mam okazję, to chronię je na wszelkie sposoby, aczkolwiek nie jesteśmy w stanie uniknąć wszystkiego, dlatego nasze maluchy również muszą uczyć się na swoich błędach.

polub mnie na facebooku