Mój sposób na… niejadka

Śniadanie, obiad, kolacja, a może nawet deser? Nie masz żadnego pomysłu jak zachęcić swoje dziecko do jedzenia zdrowych posiłków? Wypróbuj moja metodę i przekonaj się jakie to proste.

Już w okresie dorastania Zuzi zauważyłam, że niechętnie wyjada warzywa z posiłków, a także rzadko kiedy sięga po owoce w ciągu dnia. Namawiałam ją i sama delektowałam się na jej oczach różnymi sałatkami i innymi wymysłami z internetu, książek kucharskich i programów kulinarnych. Jednak żadna z tych metod nie działała na moją córkę, a problem zaczął narastać, gdy urodził się Kubuś. Mam teraz kolejne potwierdzenie, że płynie w nich ta sama krew, ponieważ oboje unikają warzyw jak ognia. Postanowiłam zacząć działać intensywnie i poradziłam się mojej najlepszej przyjaciółki, która okres dojrzewania ma już za sobą i wychowała trójkę dzieci. Moje liczne prośby i smakowanie wszelkich potraw dla przykładu zamieniłam w czyny i stworzyłam mini ogródek w domu.

Naprawdę polecam Wam drogie Mamy takie rozwiązanie! Wcale nie kosztuje to dużo wysiłku, czasu czy pieniędzy, a dzieciaki mają zapewnioną frajdę i przede wszystkim zdrową ekologiczną żywność. Na początku zajęłam się podstawowymi warzywami i możliwymi do wyhodowania w mieszkaniu, a mianowicie cebula, szczypiorek, rzeżucha, a nawet pomidory. Wystarczyło to, by zmotywować Zuzię do pielęgnowania i zajmowania się domowym ogródkiem. Na razie Kuba jest za mały, by samodzielnie doglądać warzyw, ale nie ukrywam, że często wskazuje na doniczki i przypomina o ich podlaniu. Moim celem było zaangażowanie córki w hodowlę, ponieważ wiedziałam, że to skłoni ją do ich późniejszej konsumpcji. Jej zadowolona i dumna mina, gdy zerwała pierwszego pomidora była bezcenna, podobnie jak twarz Kubusia, który był cały umazany pyszną zupką pomidorową. Dzieci zupełnie inaczej patrzą na owoce i warzywa, które powstają na ich oczach albo widzą jak inni o nie dbają. Chodzi mi tutaj o dziadków, którzy coraz częściej zabierają wnuki do siebie na działkę i pokazują im kolejne etapy dojrzewania roślin. Zauważyłam, że bardzo zaciekawiło to zwłaszcza moją Zuzkę, która do tej pory rzadko pomagała babci w pracach ogrodowych. Razem z mężem zaczęliśmy się też zastanawiać nas kupnem własnej działki, gdzie moglibyśmy zacząć uprawiać własne owoce i warzywa. Kto wie, może niebawem zobaczycie mnie w odsłonie ogrodniczki?

Innym sposobem na zachętę stały się również wspólne gotowania zarówno ze mną, jak i mężem. Kuba i jego siostra są wspaniałymi kompanami w kuchni i mają niesamowitą frajdę podczas gotowania. Oczywiście to Zuzia jest czynnym kucharzem, ale jej młodszy braciszek non stop dyryguje i pokazuje co powinniśmy robić. Taka przednia zabawa niesie ze sobą także wiele pożytecznego nie tylko pod względem zjedzonego obiadu, ale również uczy samodzielności i obycia z domowymi obowiązkami. Naszym największym hitem okazały się koktajle i smoothies o różnych smakach i kolorach, które przygotowujemy co najmniej raz w tygodniu.

Wszystkie przygotowywane przeze mnie potrawy w ciągu dnia staram się ładnie udekorować, ponieważ nie jest żadną tajemnicą, że ludzie, a w szczególności dzieci, jedzą przede wszystkim oczami. Kolorowe kanapki, surówki oraz desery potrafią zdziałać cuda i zdecydowanie bardziej nakłonić maluchy do zjedzenia wszystkiego z talerza. Ponadto staram się używać wyłącznie zdrowszej wersji zamienników, które jak się okazało nie zmieniły smaku potraw, a wręcz przeciwnie smakują one o wiele lepiej. Ostatecznie stwierdzam, że nie ma rzeczy niemożliwych i nawet takie małe niejadki jak Kuba są w stanie polubić zdrowe jedzenie. Wystarczy, że znajdziecie złoty środek i sprytnie go wykorzystacie. Mam nadzieję, że chociaż zainspirowałam Was do nowych pomysłów i inicjatyw, gdzie jednocześnie chciałabym zaznaczyć, że wartościowe i naturalne pożywienie stanowi podstawę dla prawidłowego rozwoju dziecka. Pozwólmy naszym pociechom od najmłodszych lat uczyć się zdrowego i świadomego stylu życia.

Warzywa-i-owoce-jako-kolorowe-posilki

polub mnie na facebooku